Kiedy w końcu nie będę miał ochoty na dokładkę ?

Czy naprawdę przychodzi moment, kiedy nie chce się już dokładki?

Obiad był dobry. Zjadłeś cały talerz i teoretycznie powinno wystarczyć. Nie czujesz już prawdziwego głodu, ale kiedy patrzysz na garnek, pojawia się znajoma myśl: „Jeszcze trochę.”

Dokładasz pół porcji. Potem może kawałek czegoś słodkiego. Kilkadziesiąt minut później jesteś już zdecydowanie pełny i zastanawiasz się, po co właściwie była ta dokładka.

Dla wielu osób właśnie tak wygląda codzienne jedzenie. Problemem nie zawsze jest ogromny, niekontrolowany głód. Czasami chodzi o coś znacznie subtelniejszego: bardzo późno pojawiające się poczucie „wystarczy”.

Dlatego jedno z ciekawszych pytań związanych z nowoczesną farmakoterapią otyłości brzmi nie „czy będę jadł mniej?”, lecz: czy może pojawić się moment, kiedy naprawdę nie będę chciał jeść więcej?

Dlaczego właściwie robimy dokładkę?

Najprostsza odpowiedź brzmi: bo jedzenie jest dobre. I oczywiście często właśnie tak jest. Ale gdyby smak był jedynym czynnikiem decydującym o ilości jedzenia, prawdopodobnie nigdy nie przestalibyśmy jeść ulubionych potraw.

W pewnym momencie pojawia się sytość. Organizm zaczyna wysyłać sygnały, które stopniowo zmniejszają zainteresowanie dalszym jedzeniem. To złożony proces obejmujący przewód pokarmowy, hormony oraz ośrodkowy układ nerwowy.

Dlatego zakończenie obiadu nie jest wyłącznie świadomą decyzją: „zjadłem 700 kcal, więc odkładam widelec”. U wielu osób pojawia się znacznie prostsze odczucie:

„Mam dość. Już nie chcę.”

I właśnie to uczucie jest niezwykle interesujące w kontekście leczenia otyłości.

Pełny żołądek i sytość to nie dokładnie to samo

Można zjeść ogromny obiad, czuć ciężar w żołądku i jednocześnie nadal mieć ochotę na deser. Większość ludzi zna przecież sytuację, w której po dużym posiłku pada zdanie: „Nic już nie zmieszczę”, a pięć minut później na stole pojawia się sernik i jednak znajduje się miejsce.

To pokazuje, że regulacja jedzenia jest znacznie bardziej skomplikowana niż mechaniczne napełnienie żołądka.

Na decyzję o dalszym jedzeniu wpływają między innymi sygnały sytości, atrakcyjność potrawy, wcześniejsze przyzwyczajenia, dostępność jedzenia i kontekst. Niedzielny obiad u rodziców może uruchamiać zupełnie inne zachowanie niż szybki lunch w pracy.

Dlatego można być fizycznie pełnym, ale nadal myśleć: „Zjadłbym jeszcze kawałek.”

„Ja po prostu nigdy nie wiem, kiedy skończyć”

To zdanie może być ważniejsze niż się wydaje.

Niektórzy ludzie kończą posiłek, kiedy są najedzeni. Inni kończą go, kiedy skończyło się jedzenie na talerzu. Jeszcze inni potrzebują świadomie pilnować porcji, ponieważ gdyby kierowali się wyłącznie ochotą, prawdopodobnie zjedliby więcej.

Z zewnątrz wszystkie te osoby po prostu „jedzą obiad”. Od środka ich doświadczenie może być zupełnie inne.

Jedna osoba zjada 70% porcji i bez żadnej walki odkłada widelec. Druga zjada 100%, zastanawia się nad dokładką, odmawia jej, a przez następne dziesięć minut nadal myśli o jedzeniu.

To właśnie dlatego sprowadzanie całego problemu do silnej woli jest tak dużym uproszczeniem.

Najłatwiej odmówić dokładki, której naprawdę nie chcesz

To brzmi banalnie, ale ma ogromne znaczenie.

Wyobraź sobie dwie sytuacje. W pierwszej ktoś proponuje ci kolejną porcję ulubionego obiadu, a ty nadal masz na nią dużą ochotę. Wiesz jednak, że jesteś na redukcji, więc odpowiadasz: „Nie, dzięki”.

To jest kontrola.

W drugiej sytuacji ktoś proponuje dokładkę, a twoja pierwsza myśl brzmi: „Nie, naprawdę już wystarczy”.

To jest zupełnie inne doświadczenie.

Efekt przy stole jest taki sam — nie zjadasz kolejnej porcji. Ale ilość wysiłku potrzebna do podjęcia tej decyzji może być diametralnie różna.

I właśnie dlatego biologiczna regulacja apetytu i sytości ma tak duże znaczenie dla długoterminowej kontroli masy.

Bo silna wola musi wygrywać nie raz, ale setki razy

Jednorazowe odmówienie dokładki nie jest szczególnie trudne. Problem pojawia się wtedy, kiedy trzeba powtarzać podobną decyzję codziennie przez miesiące.

Nie zjem dokładki. Nie wezmę ciastka. Nie otworzę chipsów. Nie kupię czegoś na stacji. Nie zamówię deseru. Nie zjem resztek po dzieciach.

Każda pojedyncza decyzja wydaje się niewielka. Razem tworzą jednak ogromną liczbę sytuacji, w których człowiek musi świadomie przeciwstawiać się chęci dalszego jedzenia.

Dlatego jednym z najważniejszych kierunków współczesnej farmakoterapii otyłości stało się nie tylko mówienie pacjentowi, ile powinien jeść, ale próba oddziaływania na mechanizmy, które wpływają na to, ile chce zjeść.

Tutaj pojawia się Retatrutide

Retatrutide jest badanym agonistą trzech receptorów: GIP, GLP-1 oraz receptora glukagonowego. To potrójne działanie odróżnia tę cząsteczkę od wcześniejszych terapii wykorzystujących pojedyncze lub podwójne mechanizmy receptorowe.

Z punktu widzenia osoby zainteresowanej redukcją najważniejszy jest jednak nie sam skrót nazw receptorów, lecz pytanie: co może oznaczać oddziaływanie na biologiczne mechanizmy regulujące spożycie i metabolizm?

W badaniu fazy 2 Retatrutide u osób z otyłością lub nadwagą bez cukrzycy przy najwyższej badanej dawce średnia redukcja masy po 48 tygodniach wynosiła 24,2%.

To właśnie skala obserwowanego efektu sprawiła, że Retatrutide stał się jednym z najbardziej interesujących badanych kierunków leczenia otyłości.

Ale nie możemy powiedzieć: „Retatrutide sprawi, że nie będziesz chciał dokładki”

To byłoby zbyt daleko idące uproszczenie.

Wynik dotyczący redukcji masy ciała nie jest tym samym co gwarancja określonego subiektywnego odczucia po każdym posiłku. Ludzie mogą różnie reagować na leczenie, a zachowanie przy stole zależy nie tylko od biologicznego głodu.

Dlatego nie możemy obiecywać konkretnej osobie: „Po zastosowaniu Retatrutide zjesz pół obiadu i stracisz zainteresowanie resztą”.

Możemy natomiast powiedzieć, że Retatrutide oddziałuje na szlaki uczestniczące w regulacji spożycia i metabolizmu, a w badaniach klinicznych obserwowano bardzo dużą redukcję masy.

To jest znacznie bardziej odpowiedzialny sposób przedstawienia danych.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz: porcja jest również nawykiem

Załóżmy, że od piętnastu lat podczas obiadu zawsze jesz dwa talerze. Pierwszy talerz nie oznacza dla ciebie końca posiłku. Oznacza po prostu pierwszą część obiadu.

Po latach dokładka może być tak automatyczna, że człowiek nawet nie sprawdza, czy nadal jest głodny. Wstaje od stołu, idzie do kuchni i nakłada drugą porcję.

Dopiero później pojawia się ciężkość i myśl: „Znowu zjadłem za dużo”.

Dlatego nawet jeśli biologiczny apetyt się zmienia, warto nauczyć się zatrzymywać na moment pomiędzy pierwszą porcją a dokładką.

Nie po to, żeby sobie czegoś zakazywać. Po to, żeby w ogóle sprawdzić:

„Czy ja naprawdę jeszcze chcę jeść?”

To samo dotyczy wielkości talerza

Człowiek bardzo łatwo przyzwyczaja się do określonej porcji. Jeżeli przez lata obiad oznaczał duży talerz wypełniony po brzegi, mniejsza porcja może początkowo wyglądać jak „za mało”, zanim jeszcze pierwszy kęs trafi do ust.

Oczami oceniamy porcję wcześniej niż organizm zdąży ocenić sytość.

Dlatego długoterminowa zmiana może obejmować również nauczenie się, że odpowiednia porcja nie zawsze musi wyglądać tak samo jak kiedyś.

Co ciekawe, właśnie tutaj zmniejszenie biologicznego napędu do jedzenia może stworzyć przestrzeń do budowania nowych nawyków. Łatwiej przyzwyczaić się do mniejszej porcji, kiedy nie towarzyszy jej ciągłe poczucie, że czegoś sobie odmawiamy.

„A jeśli zostawię jedzenie na talerzu?”

Dla części osób to wręcz psychologiczna bariera.

Od dzieciństwa słyszeli: „Zjedz wszystko”, „Nie wolno wyrzucać jedzenia”, „Jeszcze trzy łyżki i możesz odejść”.

W dorosłym życiu talerz nadal trzeba więc opróżnić. Nieważne, czy sytość pojawiła się pięć minut wcześniej.

Warto wtedy zauważyć prostą rzecz: organizm nie jest pojemnikiem na resztki.

Jeżeli jesteś najedzony, zjedzenie pozostałego jedzenia wyłącznie dlatego, żeby go nie wyrzucić, nie cofa faktu, że przygotowano go za dużo. Można następnym razem nałożyć mniej, zachować część na później albo zapakować ją.

Umiejętność pozostawienia jedzenia może być dla niektórych osób równie ważna jak umiejętność odpowiedniego wyboru produktu.

A co z deserem?

Deser jest ciekawym testem, ponieważ bardzo dobrze oddziela fizyczne wypełnienie od apetytu na konkretny smak.

Można być najedzonym po obiedzie i nadal chcieć czegoś słodkiego. Nie oznacza to automatycznie problemu. Jedzenie jest przecież również źródłem przyjemności.

Kluczowe pytanie brzmi raczej: czy deser jest świadomym wyborem, czy niemal obowiązkowym elementem posiłku? Czy wystarczy kilka kęsów, czy pojawia się potrzeba zjedzenia wszystkiego? Czy po deserze temat jedzenia się kończy, czy zaczyna się poszukiwanie kolejnej przekąski?

To właśnie takie codzienne różnice mogą być dla człowieka znacznie bardziej odczuwalne niż abstrakcyjne rozmowy o receptorach.

Być może najbardziej interesująca zmiana nie brzmi: „jem połowę tego, co kiedyś”

Może brzmieć znacznie prościej:

„Przestałem automatycznie robić dokładkę.”

Nie dlatego, że jest zakazana. Nie dlatego, że aplikacja pokazuje czerwony pasek kalorii. Nie dlatego, że jutro trzeba wejść na wagę.

Po prostu pierwsza porcja okazała się wystarczająca.

Z punktu widzenia codziennego życia taka zmiana może być niezwykle ważna, ponieważ nie wymaga nieustannego podejmowania tej samej decyzji.

To nie znaczy, że im mniej jedzenia, tym lepiej

Przy terapiach prowadzących do dużej redukcji łatwo wpaść w drugą skrajność. Skoro apetyt jest mniejszy, można pomyśleć, że najlepszym wynikiem będzie jedzenie możliwie najmniejszej ilości.

Nie taki powinien być cel.

Organizm nadal potrzebuje odpowiedniej ilości białka, witamin, minerałów, płynów i energii. Przy dużej redukcji szczególnie ważne jest również zwracanie uwagi na masę beztłuszczową i ochronę mięśni.

Dlatego sukces nie brzmi: „Potrafię przeżyć cały dzień na kilku kęsach.”

Znacznie lepszym celem jest: „Jem tyle, ile potrzebuję, dbam o jakość jedzenia i łatwiej kończę posiłek wtedy, kiedy jestem najedzony.”

To ogromna różnica

Bo otyłość nie jest konkursem na to, kto potrafi jeść najmniej.

Leczenie powinno prowadzić do poprawy zdrowia i długoterminowej kontroli masy, a nie do zastąpienia przejadania się niedożywieniem.

Dlatego przy dużej redukcji znaczenie mają nie tylko kilogramy, ale również jakość diety, aktywność fizyczna, odpowiednia ilość białka i monitorowanie zdrowia.

Co wiemy o wynikach Retatrutide?

W badaniu fazy 2 u dorosłych z otyłością lub nadwagą bez cukrzycy obserwowano zależną od dawki redukcję masy ciała. Przy najwyższej badanej dawce średnia zmiana wynosiła około −17,5% po 24 tygodniach i −24,2% po 48 tygodniach.

To bardzo duża skala redukcji i jeden z powodów, dla których dalsze badania Retatrutide są tak uważnie obserwowane.

Nie oznacza to jednak, że każdy osiągnie taki rezultat ani że można przewidzieć dokładny przebieg terapii konkretnej osoby na podstawie średniej z badania.

Czy „wystarczy” może kiedyś naprawdę oznaczać wystarczy?

To chyba najciekawsze pytanie tego artykułu.

Dla osoby, która przez lata kończyła posiłki głównie dzięki kontroli porcji, liczeniu kalorii albo świadomemu zakazowi dokładki, możliwość bardziej naturalnego zakończenia jedzenia może wydawać się czymś abstrakcyjnym.

Ale właśnie biologiczna regulacja spożycia jest jednym z powodów, dla których współczesne leczenie otyłości tak bardzo różni się od prostego polecenia „jedz mniej”.

Nie chodzi wyłącznie o zmianę tego, co znajduje się na talerzu.

Chodzi również o mechanizmy wpływające na to, jak organizm reaguje na ten talerz.

FAQ

Dlaczego po pełnym obiedzie nadal mam ochotę na dokładkę?

Na spożycie wpływa więcej niż samo fizyczne wypełnienie żołądka. Znaczenie mają między innymi sygnały głodu i sytości, atrakcyjność jedzenia, nawyki oraz kontekst posiłku.

Czy sytość oznacza, że jedzenie przestaje smakować?

Nie. Można nadal uważać potrawę za bardzo smaczną, ale nie odczuwać potrzeby dalszego jedzenia.

Czy Retatrutide wpływa na apetyt?

Retatrutide działa na receptory GIP, GLP-1 i glukagonowy, czyli szlaki uczestniczące w regulacji metabolicznej i spożyciu pokarmu. Indywidualne odczucia podczas leczenia mogą jednak się różnić.

Czy Retatrutide sprawi, że będę jadł bardzo małe porcje?

Nie można tego zagwarantować. Wyniki kliniczne dotyczą między innymi zmian masy ciała, a reakcja konkretnej osoby może być inna.

Czy trzeba kończyć cały posiłek, jeśli nie jestem już głodny?

Nie istnieje biologiczny obowiązek opróżniania talerza. Warto nauczyć się zwracać uwagę na sygnały sytości i odpowiednio dobierać wielkość porcji.

Czy przy mniejszym apetycie nadal trzeba pilnować jakości diety?

Tak. Mniejsza ilość jedzenia zwiększa znaczenie tego, żeby dieta dostarczała potrzebnych składników odżywczych, w tym odpowiedniej ilości białka.

Jak duża była redukcja masy w badaniu Retatrutide?

Przy najwyższej badanej dawce w badaniu fazy 2 średnia redukcja wyniosła około 17,5% po 24 tygodniach i 24,2% po 48 tygodniach.

Czy Retatrutide jest obecnie zatwierdzonym lekiem?

Nie. Retatrutide pozostaje substancją badaną.

Podsumowanie

Dokładka jest bardzo małą rzeczą.

Kilka ziemniaków. Kolejny kawałek mięsa. Jeszcze trochę makaronu. Druga porcja deseru.

Ale jeśli podobna sytuacja powtarza się codziennie przez wiele lat, właśnie takie drobne decyzje zaczynają mieć znaczenie.

Dlatego pytanie „Czy naprawdę przychodzi moment, kiedy nie chce się już dokładki?” jest znacznie ciekawsze, niż może się początkowo wydawać.

Bo nie chodzi wyłącznie o wielkość porcji.

Chodzi o różnicę pomiędzy:

„Chcę jeszcze, ale nie mogę”

a:

„Mógłbym zjeść więcej, ale już nie potrzebuję.”

Właśnie w tym miejscu widać, dlaczego nowoczesne podejście do leczenia otyłości coraz mocniej koncentruje się na biologicznej regulacji spożycia.

Retatrutide jest jednym z najbardziej interesujących badanych przykładów tego kierunku. Łączy agonizm receptorów GIP, GLP-1 i glukagonowego, a w badaniu fazy 2 przy najwyższej badanej dawce obserwowano średnią redukcję masy wynoszącą 24,2% po 48 tygodniach.

To nie jest obietnica, że po trzech kęsach każdy odłoży widelec. Nie jest również gwarancją utraty zainteresowania jedzeniem.

Pokazuje jednak potencjał terapii, która nie próbuje sprowadzać całego leczenia otyłości do jednego polecenia:

„Po prostu jedz mniej.”

Bo być może jednym z największych osiągnięć skutecznego leczenia jest moment, kiedy przy rodzinnym obiedzie ktoś pyta:

„Dołożyć ci?”

A odpowiedź po raz pierwszy nie wymaga żadnej walki:

„Nie, dzięki. Naprawdę już się najadłem.”


Aktualny status Retatrutide

Retatrutide (LY3437943) jest badanym agonistą receptorów GIP, GLP-1 i glukagonowego, rozwijanym w badaniach klinicznych dotyczących otyłości i zaburzeń metabolicznych.

W opublikowanym badaniu fazy 2 u osób z otyłością lub nadwagą bez cukrzycy przy najwyższej badanej dawce średnia redukcja masy wynosiła około 17,5% po 24 tygodniach oraz 24,2% po 48 tygodniach.

Retatrutide pozostaje substancją badaną i nie jest obecnie zatwierdzonym lekiem. Wyniki badań klinicznych są wynikami grupowymi i nie stanowią gwarancji indywidualnej skuteczności ani konkretnej zmiany odczuwania głodu lub sytości.

Artykuł ma charakter edukacyjny i nie stanowi porady medycznej ani instrukcji stosowania Retatrutide.

Źródła

Jastreboff A.M. i wsp., Triple–Hormone-Receptor Agonist Retatrutide for Obesity — A Phase 2 Trial, New England Journal of Medicine, 2023.

Eli Lilly and Company, program badań klinicznych TRIUMPH — Retatrutide (LY3437943).

Literatura dotycząca fizjologicznej regulacji głodu, sytości, spożycia pokarmu oraz kompleksowego leczenia otyłości.

Może Cie zaciekawić...